Waga sobota: 116.4
Waga niedziela: brak pomiaru
Waga poniedziałek: 118.1
Wow, tak tak, weekend był pełny obżarstwa, picia i swawoli.
Podsumowanie: Jadłem mniej niż na ostatniej imprezie (wtedy waga po była 120kg !), ale piłem cole i alkohol... sporo jednego i drugiego. Niestety.
Żeby było jasne, świetnie się bawiłem, udana impreza i najlepsze to to, że ani spadku motywacji ani jej wzrostu nie ma. Tak jak pisałem poprzednio ewolucyjnie odchudzam się, nie nagle, wszystko w swoim czasie.
Jednakże zostało mi 13 kg w niecały miesiąc, wiem że tłuszczu i wody stracę sporo, ale czy uda mi się, aż 13kg?
I tutaj mam dobrą informację, wreszcie mam rower przywieziony. Stał sporo w piwnicy, teraz jest wczoraj śmigałem, jest wielka frajda z jazdy. Będę jeździł jak najczęściej.
No i jeszcze jedna uwaga, znalazłem sobie piękną wymówkę by nie biegać.... brak butów do biegania.
Teraz oświadczam, że będę biegać w dniu jutrzejszym rano, bez butów do biegania zwykłe jakieś adidasy odzieję :D.
Dodać muszę, że jak wczoraj wsiadłem na rower, poczułem ten wiatr, szum w uszach. Tyle frajdy i endorfin to dawno nie miałem. Brak mi strasznie było takiego ruchu. Mam zamiar nadrobić :).
Jutro recenzja z porannej przebieżki i rowerka :>
Pozdrawiam ciepło!
Chyba tylko z rowerka....
OdpowiedzUsuń