poniedziałek, 6 czerwca 2011

Dni 6-8 04-06.06.2011

Waga sobota: 116.4
Waga niedziela: brak pomiaru
Waga poniedziałek: 118.1

Wow, tak tak, weekend był pełny obżarstwa, picia i swawoli.
Podsumowanie: Jadłem mniej niż  na ostatniej imprezie (wtedy waga po była 120kg !), ale piłem cole i alkohol... sporo jednego i drugiego. Niestety.

Żeby było jasne, świetnie się bawiłem, udana impreza i najlepsze to to, że ani spadku motywacji ani jej wzrostu nie ma. Tak jak pisałem poprzednio ewolucyjnie odchudzam się, nie nagle, wszystko w swoim czasie.

Jednakże zostało mi 13 kg w niecały miesiąc, wiem że tłuszczu i wody stracę sporo, ale czy uda mi się, aż 13kg?

I tutaj mam dobrą informację, wreszcie mam rower przywieziony. Stał sporo w piwnicy, teraz jest wczoraj śmigałem, jest wielka frajda z jazdy. Będę jeździł jak najczęściej.

No i jeszcze jedna uwaga, znalazłem sobie piękną wymówkę by nie biegać.... brak butów do biegania.
Teraz oświadczam, że będę biegać w dniu jutrzejszym rano, bez butów do biegania zwykłe jakieś adidasy odzieję :D.

Dodać muszę, że jak wczoraj wsiadłem na rower, poczułem ten wiatr, szum w uszach. Tyle frajdy i endorfin to dawno nie miałem. Brak mi strasznie było takiego ruchu. Mam zamiar nadrobić :).

Jutro recenzja z porannej przebieżki i rowerka :>

Pozdrawiam ciepło!

1 komentarz: